-Hej - odpowiedzieli rodzice gdy wszedł pod pokład.
-Śniadanie będzie za jakieś 20 minut. Rozłożysz stół na zewnątrz? - zapytała Pattie.
-Mogę rozłożyć, ale... - Justin się zawahał. - Nie wiem czy macie ochotę na jedzenie śniadania w tłumie dzikich, wrzeszczących, piszczących i robiących zdjęcia fanek...-Eee... to może jednak zjedzmy w środku - powiedział Jeremy ze śmiechem.
-Zaraz wracam - mruknął Justin i wszedł na swoją koję na dziobie. Otworzył szafkę i wyjął z niej ciuchy, które miał zamiar ubrać. Po chwili wyszedł na pokład mówiąc, że idzie się przejść. Musiał pomyśleć.
***
Ubrany w 3/4 jeansy z postrzępionymi nogawkami, błękitny T-shirt, niskie fioletowe conversy i z nieśmiertelnikiem na szyi wyskoczył na pomost. Wyjął z kieszeni okulary przeciwsłoneczne i założył je. Słońce mocno grzało i wiał słaby wiatr. Nie odczuwało się panującego na dworze upału. Być może dlatego, że było jeszcze wcześnie. Idąc pomostem przed siebie Justin myślał tylko o Juli. Postanowił nie przejmować się karierą chociaż przez część wakacji i spędzić je jak każdy normalny nastolatek. Było to trudne, ale zawsze warto próbować. Jako, że chłopak lubił przebywać ze swoimi fanami, spędzać z nimi czas, rozmawiać itp., nie przeszkadzało mu to, że zaczepiają go prawie na każdym kroku. I tym razem nie obyło się bez piszczących dziewczyn, które podbiegły do niego z wielkimi bananami na twarzy.
-Hej Justin! - krzyczały jedna przez drugą.
-Cześć - odpowiedział z uśmiechem, czekając aż się uspokoją. Podczas standardowych czynności takich jak zdjęcia, czy rozdanie autografów, Justin przyjrzał sie dziewczynom. Dwie z nich były blondynkami, a dwie miały ciemne włosy. Nie były jakoś bardzo ładne. Uwagę przykuwała tylko jedna. Jak się okazało z rozmowy - Sara. Była Australijką. Miała średniej długości lekko kręcone włosy, duże szaroniebieskie oczy, długie jasne rzęsy i pełne usta. Na sobie miała białą bluzkę na naramkach i jeansowe krótkie spodenki. Na nogach czarne conversy. Tak na oko była w wieku Juli. Na myśl o niej Justin przestał się zastanawiać nad urodą Sary. Spojrzał z powrotem na wszystkie dziewczyny. Poodpowiadał na dręczące je pytania i sam zadał kilka. Po dłuższej chwili dziewczyny stwierdziły, że niestety muszą już wracać. Każda bez wyjątku się do niego przytuliła i wszystkie chichocząc wróciły do siebie. Justin też odwrócił się i powoli ruszył w stronę łódki.
Doszedł w sam raz na śniadanie. Zjedli je w spokoju, jedynie rozmawiając ze sobą.
-Jakie mamy plany na dzisiaj? - zapytał Justin.
-Chcielibyśmy zwiedzić Wenecję - odparł Jeremy między gryzem kanapki z serem, a łykiem herbaty.
-Czemu pytasz?
-Chciałem po prostu spędzić dzisiejszy dzień z Julą, ale dobrze się zkłada bo oni mają takie same plany na dzisiaj. Nie macie nic przeciwko temu? - Justin wiedział, że rodzice się zgodzą. Nie musiał ich nawet pytać o zdanie. To było tylko "czystą formalnością". ;)
-Świetny pomysł - zgodziła się Pattie wstając i zbierając ze stołu naczynia po śniadaniu.
-No to zbierajmy się - postanowił Jeremy także wstając.
***
Jula przebrała się w biało-błękitną bluzkę na podwójnych naramkach, czarne shorty i białe trampki za kostkę. Spakowała do torby wszystko, co było jej potrzebne jeszcze przed śniadaniem, a teraz myła naczynia. Rodzice jeszcze się zbierali. Gdy skończyła, wytarła ręce i wyszła na zewnątrz. Położyła się na pokładzie koło masztu. Zamknęła oczy. Przyjemny wiatr rozwiewał jej włosy w każdą stronę. Słońce grzało opalając jej raczej bladą skórę. Słyszała szum fal uderzających o falochrony. W basenie portowym woda była gładka. Czuła słony i przyjemny zapach morza. Przestała myśleć o czymkolwiek i rozluźniła się. Musiała trochę odpocząć po takich przeżyciach. Na jej miejscu chciałoby być tysiące dziewczyn, tysiące fanek jej zazdrościły, tysiące chciałoby ją zabić. Jeśli tylko by się dowiedziały. A na pewno się dowiedzą. Jula prawie zasnęła. Jednak nie pozwalało jej na to przeczucie, że ktoś ją obserwuje. Powoli, jakby od niechcenia odwróciła głowę i otworzyła oczy. Na pomoście siedział Justin.
-To co? Idziemy? - odezwał się.
-Hej - odpowiedziała Jula mrugając, żeby oczy przyzwyczaiły się do słońca.
- Moi rodzice jeszcze się zbierają.
-No to poczekamy - stwierdził Justin wstając z pomostu i otrzepując ręce. Przeskoczył przez reling (co chyba stało się jego specjalnością) i przeszedł na dziób. Usiadł koło Juli. Położyła mu głowę na ramieniu i zamknęła oczy.
"Może jednak nie będzie tak źle..." - pomyślała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz